To tylko zwierzę…, nasz brat mniejszy

Przed wizytą babci wylizałam całe mieszkanie. Odkurzyłam, wypucowałam, przeleciałam z wałeczkiem każdy skrawek materiału, żeby tylko do babcinej dolnej połowy nie przylepiły się kocie kłaki (co przy moich kotach jest właściwie nieosiągalne). Babcia przyszła, powęszyła, posiedziała, popatrzyła… Myślę sobie, jest dobrze, nic nie mówi, nie czepia się, że śmierdzi kotami, albo, że kłaki ją kolą w oczy. Koty zostały potraktowane z łaskawą wyniosłością. Ufff… No i w tym momencie Fela wskoczyła na pianino. Normalne, Fela jest łasa na ludzki dotyk, czułości i komplementy, chciała więc być bliżej babcinej ręki, która powinna ją pogłaskać i babcinej twarzy, z której powinny paść słowa podziwu dla jej nieskalanego, pachnącego futerka i godnej kociej elegancji. Fela nie usłyszała komplementu, nikt jej nie powiedział, że jest śliczną kotką, ja natomiast usłyszałam oburzone -  One ci chodzą po MEBLACH!

Peter & Jane Dwa Susy

Cóż babciu, one mi chodzą po meblach. W końcu są kotami…

Czy rozpuściłam swoje koty, bo pozwalam im wskakiwać na meble? Czy dopuszczalne jest, żeby kot w chwili zapomnienia wskoczył na blat kuchenny, albo na stół? Żeby spał ze mną w łóżku? Kłaczył na moje kanapy? Ciężka sprawa, rozstrzygnąć jednoznacznie na ile można pozwolić kotu.

Moje koty są kotami wystawowymi, nie mogę gonić ich ze stołu, bo na stole są oceniane w czasie wystawy. Nie mogą kojarzyć pobytu na nim jako czegoś bezwzględnie zakazanego. Ale moje koty na co dzień NIE CHODZĄ po stole i po blatach kuchennych. Robią to tylko wtedy, kiedy mam gości. Popisują się, chcą być w centrum uwagi. Pomijam Felę, która jest uparta jak osioł i zanim zejdzie ze stołu musi się po nim przebiec w kółko trzy razy…, ale nawet Piotruś, który na stole nigdy nie bywa, w czasie wizyty gości musi się na niego władować.

Blaty kuchenne zazwyczaj przez koty omijane, bo z nich są zawsze spędzane, stają się kocią stołówką w czasie wizyty psów.

Kwestia spania w łóżku w przypadku norwegów jest też niejednoznaczna. Bo z jednej strony ciężko pozwolić takiemu mopowi zostawiać swoje włosy na poduszce (plucie nimi w nocy nie jest najprzyjemniejsze), ale z drugiej, norwegi raczej łóżko omijają, bo jest im w nim po prostu za gorąco. Myślę jednak, że zamknięta sypialnia jest całkiem niezłym pomysłem.;)

I tak właśnie wygląda dyscyplinowanie kotów. Konsekwencja jest sprawą względną.

Wiele osób tego nie rozumie. Przecież kot to tylko zwierzę. Powinien znać swoje miejsce w szeregu. Nie jest człowiekiem. Pozwalać kotu chodzić po stole, to tak jak pozwalać spać dziecku we własnym łóżku. Ale kto nie pozwala czasem spać dziecku we własnym łóżku?

Świat nie jest czarno – biały. Posiadanie zwierzęcia, to nie kupienie sobie pluszowej maskotki. Zwierzę, to zwierzę, ale nie rzecz. Zwierzę to członek rodziny, który powinien znać swoje miejsce w małym stadzie, w którym przyszło mu żyć. Ale nie oczekujmy od niego, że będzie miał swoje obowiązki, będzie chodził jak nakręcony, spał w wyznaczonym dla niego koszyczku, jadł i załatwiał się na rozkaz. Ustąpmy mu trochę, to on nam też ustąpi. Nieprawdą jest, że damy mu palec, a on weźmie całą rękę. Chcemy mieć pierdółki i bibelociki? Miejmy, ale usuńmy je z trasy kocich “przelotów”. Koty nie będą się o nie nieustannie potykać, a my nie będziemy zbierać szczątków z podłogi. Chcemy mieć kwiatki w domu? Proszę bardzo. Miejmy te nietrujące i zapewnijmy kotom trawę, którą będą mogły podgryzać, a będziemy się mogli nadal cieszyć kwitnącymi storczykami. Chcemy mieć tapicerkę, która nie wygląda jak nieostrzyżony niedźwiedź z powodu wydrapanych z niej nitek? Zapewnijmy kotu drapak, z którego będzie mógł korzystać. Wprowadzenie kota do domu, to tak jak wprowadzenie nowego człowieka. Nie oczekujmy, że dostosuje się całkowicie do naszych zasad, bo to nasz dom i “dopóki mieszkasz pod moim dachem…” Od chwili, w której wchodzi pod nasz dach, to jest także jego dom i ma prawo nie mieścić się w ramkę, którą dla niego przeznaczyliśmy. Warto przemyśleć tę kwestię, zanim zdecydujemy się na cieplutkiego, mruczącego kociaka.

Czy w czasie wakacji będziemy mu mogli zapewnić odpowiednią opiekę? Czy mamy dzieci – chcemy je mieć i czy kot nie stanie się nagle balastem, przedmiotem przeszkadzającym i zabierającym cenny czas? Czy mamy świadomość, że okna należy zabezpieczyć? Czy jesteśmy w stanie wybudować wolierę, lub odpowiednio ogrodzić ogród? Czy stać nas będzie na czasem kosztowną opiekę weterynaryjną? Czy możemy sobie pozwolić na niekarmienie kota najtańszym Whiskasem? Czy rasowy kot nie ma robić tylko za drogi dodatek pasujący do wystroju wnętrza? Podejmijmy przemyślaną decyzję, żeby któregoś dnia nie przeklinać naszej zachcianki.

Niestety świadomość tego, że zwierzę czuje, ma własne potrzeby, jest odrębną świadomością, składową cech psychicznych swoich przodków, maleńkim cudem ewolucji i genetyki, naszym bratem mniejszym – nie maszyną do wypełniania naszej woli, którą można wyrzucić, zniszczyć, kiedy przestanie być potrzebna, jest w społeczeństwie bardzo niska. Zwierzę ma spełniać swoją rolę i będzie to robiło o ile mu na to pozwolimy, stworzymy godne “warunki pracy”. Ma znać swoje miejsce w szeregu – będzie je znało, o ile to miejsce będzie dla niego wystarczająco obszerne i będzie zgodne z jego specjalizacją, tym nad czym przez miliony lat pracowała Matka Natura.

Kochajmy i szanujmy koty, a one będą kochać i szanować nas dwa razy tak mocno. Jesteśmy wszak przedstawicielami dwóch wysoko wyspecjalizowanych gatunków.

Jane Marple Dwa Susy*PL

I pamiętajmy, że u boku świętego Piotra przywitają nas kiedyś wszystkie zwierzęta, które w życiu spotkaliśmy. I to one powiedzą, czy należy nas wpuścić do środka…